Dwa kroki do samowspółczucia za nami: samoświadomość i wspólnota doświadczeń. Przychodzi czas na to, co dla mnie najprzyjemniejsze, czyli potraktowanie siebie z miłością i czułością. Nie jest to takie oczywiste, niestety.
W większości sytuacji, gdy przydarza nam się coś mało przyjemnego, odzywa się w głowie mocno krytyczny głos. Ten głos beszta okrutnie: „ty kretynko!!!”, „ale jesteś beznadziejna!!!”, „jak mogłaś?!”… i tak dalej w ten sam koszmarny deseń. Efektem takiej łajanki jest oczywiście łapanie doła, jest mi coraz gorzej, a głos mega-krytyka wali dalej. To się dobrze nie może skończyć. Co przeważnie wtedy robimy? Udajemy się po wsparcie do przyjaciela.
Prawdziwy przyjaciel wysłuchuje z dużą uważnością, z troską nas przytula zarówno fizycznie jak i duchowo, i płyną słowa pocieszenia: „nie martw się”, „to się zdarza”, „wszystko będzie dobrze”, „spójrz na dobre strony”, i tak dalej, i tak dalej. Po takiej rozmowie, po próbie zobaczenia szerszej perspektywy i zupełnie innych stron tej konkretnej sytuacji (tu trochę mamy krok drugi samowspółczucia), czujesz się lżejszy. Może jeszcze nie nowonarodzony, może jeszcze nie zupełnie „czysty”, ale jest stanowczo lepiej.
I teraz jest moment na zmianę własnego działania. Co gdybym ja sama była swoim własnym przyjacielem? Czy ja zamiast obrzucać się błotem, ze zrozumieniem i sympatią mogę pocieszać samą siebie? Mogę i chcę – to jest moje podejście zgodnie z samowpółczuciem. Nie jest to łatwe, bo niestety te głosy w głowie są mocno zakorzenione, to wszystkie uwagi krytyczne bliskich i ważnych osób z naszego życia. Nie jest łatwo ich się pozbyć czy zamienić na coś dobrego, jednak warto spróbować. Te głosy będą chciały nadal Cię atakować, jednak wtedy zawsze możesz sobie przypomnieć, że jesteś swoim własnym przyjacielem i zacząć proces przyjacielskiego wsparcia. Powoli, krok po kroku a po jakimś czasie zobaczysz, że osobisty przyjaciel uruchamia się z automatu😊
To oczywiście nie znaczy, że nie mamy nadal wypłakiwać się w rękaw przyjaciela – róbmy to, jeśli nam pomaga. Własny wewnętrzny przyjaciel nie eliminuje tych zewnętrznych. Jest natychmiastowym wsparciem samego siebie i pomaga w budowaniu własnej miłości, szacunku i ciepła dla siebie. Jest procesem budowania wewnętrznej akceptacji i równowagi, o czym mówią „od zawsze” najstarsze koncepcje filozoficzne.
Koncepcja samowspółczucia jest dla mnie bardzo ważną drogą do samozrozumeinia, poznawania i budowania własnej wartości. Takie podejście daje spokój i wyciszenie, radość i inne patrzenie na świat, nadaje sens każdemu zdarzeniu, które zauważam dzięki większej uważności. Korzystam z tej koncepcji osobiście, uczę jej moich klientów i widzę jak fantastycznie działa. Zapraszam Was do wejścia z zaufaniem w samowspółczucie!
Skomentuj